Artykuł naukowy, a cóż to takiego?

To co nie jest opublikowane, nie istnieje. To pierwsza prawda z jaką spotkałam się w moim życiu naukowym. Tak właśnie jest. Nawet jeśli dokonasz niesamowitego odkrycia, które może zmienić świat, na nic się ono nie przyda, jeśli tylko Ty będziesz o nim wiedział. Naukowcy prezentują światu swoje odkrycia duże i małe, publikując swoje artykuły w czasopismach naukowych.

 

Artykuł naukowy (a scientific paper) to napisane i opublikowane doniesienie naukowe, opisujące oryginalne wyniki badań. Co najważniejsze, dokument ten musi zostać napisany w pewien określony sposób. Typowa i zarazem najczęstsza struktura publikacji naukowych pojawiła się już jakieś sto lat temu i zawiera cztery elementy. Są to: Wstęp (Introduction), Materiały i Metody (Materials and Methods), Wyniki (Results) i Dyskusja (Discussion). Piątym, dodatkowym elementem jest Abstract.

 

Abstract

Abstract to mini-wersja publikacji, zawiera krótkie podsumowanie każdej z głównych sekcji artykułu. Abstract to dla mnie esencja pracy, taka trochę jej wizytówka. Czytając abstract, dowiesz się czy jest w ogóle sens czytać resztę artykułu.

 

Wstęp

W tej części najważniejszym jest określenie celu badań i dlaczego autor podjął właśnie ten temat w swoich badaniach.

 

Materiały i Metody

Najbardziej “oschła” część artykułu naukowego. Nie ma tu miejsca na potok słów. Tu się dowiedz jak został zebrany materiał do badań, co z nimi się działo, jak był badany, jakie techniki zostały zastosowane. Często przypomina styl w jakim są pisane przepisy z książki kucharskiej.

 

Wyniki

Rozdział najważniejszy i często najkrótszy. Zawiera wyłącznie oryginalne wyniki przeprowadzanych badań czy eksperymentów. Tu królują wykresy, tabelki, diagramy.

 

Dyskusja

I w  ten sposób dochodzimy do ostatniej i zarazem najbardziej twórczej i dającej pole do popisu części artykułu, czyli dyskusji. Ja sama nazwa mówi, w części Dyskusja się dyskutuje otrzymane, własne wyniki. Dyskutuje się z samym z sobą, porównuje się z innymi, sprzecza, uzasadnia, zastanawia, w którym kierunku podążą dalsze badania. Dyskusja kończy się, a przynajmniej powinna konkluzją, czyli wyciągnięciem wniosków z przeprowadzonych badań.

 

Struktura publikacji naukowej to niby prawda oczywista, ale wiem z własnego doświadczenia, że zaznajomienie się z takowymi prawdami jest bardzo pomocne i pozwala na zaoszczędzenie czasu i energii.

 


Weiner J., 2005: Techniki pisania i prezentowania przyrodniczych prac naukowych. Wyd. Naukowe PWN

Day R.A., 1998: How to write and publish a scientific paper. Fifth Edition, Onyx Press

 

Facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmailFacebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

8
Dodaj komentarz

avatar
4 Comment threads
4 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
5 Comment authors
KatarzynaUlaadminDaria | Mistrzyni CodziennościMonika+(Mama+na+całego) Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Monika+(Mama+na+całego)
Gość
Monika+(Mama+na+całego)

Tez kiedyś napisałam artykuł naukowy, z badaniami i wnioskami. To była praca magisterska – Czy inteligencja emocjonalna wpływa na nasze zachowanie w konflikcie? Wyszło mi, że nie 🙂 Wszystko się zgadza z Twoimi wytycznymi, oprócz dyskusji . Chyba, że to obrona 😉

Daria | Mistrzyni Codzienności
Gość
Daria | Mistrzyni Codzienności

Ja bym pewnie, z własnego doświadczenia publikacyjnego, dorzuciła zakończenie z konkluzją i otwarciem pola dla dalszych badan 🙂

Ula
Gość
Ula

Pamiętam, jak 7 lat temu, jeszcze jako nic nie wiedząca studentka, pisałam swój pierwszy artykuł naukowy. Ależ mnie recenzenci wtedy zniszczyli. Wtedy wydawało mi się to tragedią, a dziś uważam to za świetną lekcję, jak pisać, a jak nie. Obecnie bardzo cenię mocno krytyczne recenzje, bo pozwalają udoskonalić tekst maksymalnie. Choć muszę przyznać, że denerwuję się, jakie będą recenzje mojej pierwszej pracy doktorskiej. Z drugą na pewno będę mieć już mniej nerwów (mam nadzieję!)

Katarzyna
Gość
Katarzyna

Dokładnie tak jest 🙂 Dla mnie, czyli publikującej stosunkowo często to chleb powszedni ale dla nie pracujących naukowo czarna magia 😉